Europa, Na emigracji

Arthur’s Seat, czyli przedsmak szkockich gór w środku Edynburga

Arthur's Seat

Góry zwanej Arthur’s Seat nie da się nie zauważyć. Góruje nad miastem zapewne od niepamiętnych czasów (czy raczej miasto przytuliło się do niej, jak kto woli) i powiem szczerze, intryguje i zachwyca za każdym razem, kiedy mignie gdzieś między budynkami, czy pręży się dumnie na końcu ulicy. Widać ten typ góry tak ma, albo my jesteśmy chorzy na góry i wszędzie ją widzimy.

Palace of Holyroodhouse

Palace of Holyroodhouse i wzgórze Calton Hill

Dlatego nikogo nie zdziwi, że pierwsze kroki (jak już się w Edynburgu zameldowaliśmy w pełnym składzie) skierowaliśmy na przeszpiegi u podnóży. Okazało się, że Arthur’s Seat, czy jak niektórzy chcą tłumaczyć Fotel Króla Artura, to część parku Holyrood. Park swą nazwę bierze od nieistniejącego już opactwa Holyrood, a opactwo z kolei użyczyło swą nazwę kompleksowi Palace of Holyroodhouse, oficjalnej siedzibie monarchów brytyjskich w Szkocji. W końcu Książę Małżonek Filip, jest Księciem Edynburga, więc jak czasem wpada do miasta to ma gdzie spać 😀 Ale o tym w kolejnych edynburskich wpisach (o pałacu, nie książęcych eskapadach, chociaż kto wie :)).

Z kolei nazwa Artur’s Seat nawiązuje do legendy, w której Król Artur z tego wzniesienia obserwował klęskę swoich wojsk w starciu z jednym z tutejszych plemion. Ale tyle tytułem wstępu, chodźmy na górę 🙂

Po przeszpiegach postanowiliśmy wspiąć się na górę przy pierwszej nadarzającej się okazji. Nie ma nic piękniejszego niż ‚day off’ w robocie i brak deszczu za oknem 🙂  Także pewnego pięknego dnia spakowaliśmy plecak, linkę i smaki dla Beiruta i ruszyliśmy na pierwszą, szkocką wycieczkę.

Na sam szczyt prowadzi utwardzona droga, poprowadzona łagodnym zboczem, wcale nie trzeba się wspinać 🙂 Jednak ten szlak jest bardzo popularny, góra w końcu jest jedną z największych atrakcji turystycznych miasta. Pogoda także nie odstraszała, mimo silnego wiatru. Świeciło słońce, a przejrzyste powietrze gwarantowało piękne widoki. My, jeśli tylko się da, zawsze omijamy główne szlaki. Szczególnie kiedy jesteśmy z psem, dla wygody i z lenistwa. Na bocznych szlakach można puścić psa bez obaw o komfort innych turystów. Dlatego zdarzało się nam iść po dosyć stromych, pionowych ścianach 🙂 Ale bez obaw nie było tak strasznie jak to brzmi.

A jak Beirut w czasie stromego podejścia? Zastanawialiśmy się czy nam ktoś nie podmienił psa na kozicę górską 🙂 Skakał, węszył w trawie i pruł do przodu jakby wcale nie było stromo i jutro nie istniało 🙂 Niezwykle mu służą umiarkowane temperatury. Czasem sprawia wrażenie, jakby mógł żyć samą wodą ze strumyka, trawą i bobkami niewiadomego pochodzenia znalezionymi po drodze 🙂 Jest niestety nie do zdarcia, prawie się nie męczy, czasem ku naszej rozpaczy 🙂

Z wierzchołka Arthur’s Seat widać drugą stronę miasta, dla nas na razie nieznaną. Widok na zatokę także robi wrażenie. Po prostu Szkocja w całej okazałości rozpościera się jak okiem sięgnąć. Szkoda było schodzić.

Samo podejście i zejście zajęło nam nie więcej niż 1,5 godziny. Jeśli tylko pogoda sprzyja, bez wątpienia to ‚must be’ wizyty w Edynburgu. Odskocznia od gwaru miasta, okazja do obcowania w przyrodą 🙂

My na razie odpuściliśmy zwiedzanie miasta, ponieważ przez cały sierpień trwa festiwal. W związku z tym jest ogromna ilość turystów, która zniechęca do spacerów i podziwiania miejskiej architektury. Robimy to na razie z daleka z Arthur’s Seat czy wzgórza Calton Hill, które na pewno się pojawi w kolejnych wpisach.

Także, see u soon 🙂

4 Komentarzy

  1. Ula

    Super widoki. I brawa dla psiaka 🙂

  2. Aleksandra

    Pięknie tam <3

Zostaw komentarz