Europa, Na emigracji, Pociągiem

Beirut w Highlands – zimowa odsłona!

Highlands zimą

O tym jak znaleźliśmy się w Highlands, a dokładnie w Cairngorms pisałam w poprzednim wpisie. Dziś czas na część drugą, o tyle inną, że śnieżną!Cairngorms zimą

Grudniowa wyprawa w Cairngorms była niezwykle ciekawa. W czasie dwóch pełnych dni przeznaczonych na wycieczki po okolicy doświadczyliśmy dwóch pór roku! Pierwszego dnia jesiennej odsłony Highlands – morza przekwitłych wrzosów, przepięknych widoków i zrywającego czapki z głów wiatru. Drugiego dnia odsłony zimowej – wrzosowisk pokrytych białą pierzynką, cudownych widoków i wiatru zrywającego czapki z głów 😀Highlands zimą

Śnieg padał już poprzedniego wieczoru w Aviemore, ale dodatnia temperatura nie pozwalała mu na przetrwanie. Wstaliśmy rano z nadzieją, że chociaż szczyty pozostaną ośnieżone, co zapewni nam piękne widoki. Na ten dzień zaplanowany mieliśmy wypad  w niższe góry na zachód od miasteczka, trasą opisaną w jednym z przewodników dostępnych w wynajętym przez nas mieszkaniu.Cairngorms zimą

Tu należy napisać, że w Szkocji nie ma wytyczonych górskich szlaków jak w Polsce. Jeśli jest ścieżka, taka jaką się poruszaliśmy poprzedniego dnia, to fajnie, ale nie ma obowiązku się nią kierować. Można iść na przełaj przez wrzosowisko, poczuć się jak łania, jeleń, renifer, Braveheart czy kto co lubi i mieć fun. Tylko trzeba uważać, żeby się nie zgubić. Dlatego w naszym plecaku obok termosu, kominarek (które się przydały na wietrznych szczytach) i mapy znalazły się dwie latarki i kompas. Strzeżonego… i te sprawy. Lepiej nie zawracać zbędnie głowy tamtejszemu TOPRowi, czyli Cairngorm Mountain Rescue Team.Cairngorms zimą

Kierując się na zachód, przeszliśmy pod drogą A9 i weszliśmy na teren osiedla przy potoku Milton Burn, zwanym przez  miejscowych Beaver Creek. Tam między domami znaleźliśmy furtkę do lasu, po niej małą rzeczkę i trzymając się rzeczki ruszyliśmy pod górę. Śnieg dopiero zaczął się pojawiać, im wyżej tym było go więcej. Następnie trzymając się lewej strony rzeki przeszliśmy nad ogrodzeniem, które ma na celu zatrzymanie dzikich mieszkańców lasu z dala od domów. Później las się kończy, zaczyna się wrzosowisko, znów trzeba przejść drabinką nad płotem i iść wzdłuż niego. Mniej więcej tak to opisano w przewodniku 😀 i taką trasę pokonaliśmy. Dodam od siebie, że nieprzemakalne buty, czy nawet jakieś kalosze są niezbędne, bo są to bardzo bagniste tereny. Mieliśmy szczęście, że tego dnia woda trochę przymarzła co ułatwiło nam przejście 🙂

Widoki wynagradzają wszystko – podmokłe tereny, przemoknięte spodnie, lodowaty wiatr prosto w twarz. Poruszanie się powyższą trasą przypominało nurzanie się w śniegu w białym przestworze oceanu. O dziwo największe problemy miał Beirut. Okazało się, że nasz pies bez ścieżki czuje się niepewnie. Ośnieżone wrzosowiska nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Ba! Niepewność każdego kroku odebrała mu „terierską” pewność siebie. Wcale mu nie odpowiadało, że raz się stawia nogę i jest wyżej, a raz niżej. Czasem mokro, czasem lód. Notorycznie zostawał w tyle i kazał na siebie czekać. Oczywiście cały się zaśnieżał i trzeba go było odśnieżać. Z czasem odkrył, że jak pójdzie po naszych śladach, to mu będzie łatwiej i z większą ochotą wspinał się pod górę.Highlands zimą

Spowalniani przez wiatr dotarliśmy na szczyt Carn Dearg Mor, gdzie spotkaliśmy zagubionego pana zająca, więc Beirut wrócił na smycz, żeby z zagubionego pana zająca, nie zrobił się zagubiony pan pies. Na moment przysiedliśmy na cairnie, ale znów to nie była miła posiadówa. Wiatr był nieustępliwy. Dlatego ciągle na przestrzał przez wrzosowisko schodziliśmy w dół na południe w kierunku rzeki Allt Dubh i Bhurma Road. Tam choć odrobinę osłonięci od wiatru, w promieniach słońca, siedząc jak się okazało na kępie trawy i zajęczych bobkach skonsumowaliśmy szybki lunch i wspomnianą Bhurma Road udaliśmy się w kierunku Aviemore. Część powrotnej trasy pokonaliśmy wzdłuż drogi do miejscowości, poboczem i była to jedyna prawdziwa niedogodność tego dnia.

Następnego dnia na stacji kolejowej czekała na nas jeszcze jedna atrakcja – zabytkowy pociąg. W okresie przedświątecznym przemianowany na Santa Express. Gdyby nie odjazd naszego pociągu chętnie byśmy się przejechali. Szczególnie, że prawdziwie oldschoolowy wagon restauracyjny wyglądał jak z filmów o Herculesie Poirot. Cóż, może innym razem, a na pewno taki będzie! See you soon Cairngorms! Cannot wait!British Railways Santa Express

1 Komentarz

  1. Renata

    Z przyjemnością przeczytałam i pooglądałam wszystko. Zdecydowanie wolę wrzosowiska bez „pierzynki”.

Zostaw komentarz