Polska, Rowerem

Rowerowa wyprawa przez pół Polski – Pomorze Gdańskie

szlak R10

Rowerowej wyprawy przez pół Polski ciąg dalszy. Dziś zabieram Was na Pomorze Gdańskie (Wschodnie), czyli do województwa pomorskiego. Opowieść o wyprawie przez pomorze zachodnie zakończyła się w okolicach granicy województw zachodniopomorskiego i pomorskiego. Na szlak wracamy kawałek za Jarosławcem, gdzie pożegnaliśmy na chwilę nadmorskie trasy i drogami lokalnymi, odbijając w głąb lądu, okrążyliśmy jezioro Wicko. Później najprościej jak się da skierowaliśmy się w stronę Ustki.Gdzieś na Pomorzu

Ustka okazała się dosyć przyjemnym nadmorskim miastem. Oczywiście nie ma mowy o całkowitym porzuceniu wszechobecnego kiczu i chińskiego szajsu, które niepodzielnie królują na całym wybrzeżu, ale w Ustce, o dziwo, nie było tego aż tak wiele. Niestety mogła to być to zasługa niezbyt pięknej pogody. Bez większego problemu można tam spędzić miło popołudnie spacerując wzdłuż portu i podziwiając pomorską architekturę. My postanowiliśmy zjeść w końcu smażoną rybę na obiad, jednak nie była ona przesadnie pyszna, więc nie możemy polecić żadnego fajnego miejsca na obiad 🙁

Wyjeżdżając z Ustki znów skierowaliśmy się w głąb lądu i nasza podróż przez Pomorskie w większości będzie tak przebiegać. Omijaliśmy w ten sposób jezioro Gardno, czyli tereny Słowińskiego Parku Narodowego. Nie ma tam możliwości przejechania rowerem nad samym morzem, chyba że ktoś lubi pchanie roweru po piaszczystych wydmach.

Dzień się powoli kończył i potrzebowaliśmy jakiegoś miejsca na nocleg, bo na spanie na dziko wciąż nie mieliśmy ochoty. Jak zwykle z pomocą przyszedł wujek Google, który podpowiedział nam pole namiotowe, a tak w zasadzie to bazę „Pod lasem” w miejscowości Żelazo. Pierwszy raz byliśmy w takim miejscu. Jest to eko-camping prowadzony przez Izę i Roberta i czwórkę ich nieletnich potomków. Nie znajdziecie tam gniazd elektrycznych dla camperów czy suszarek do rąk w toaletach. Właściciele korzystają z ekologicznych źródeł energii i sami starają się żyć w sposób zgodny z naturą. Są właścicielami stadka koni i cały rok oferują miejsce pod namiot.

Początkowo dziwnie się czuliśmy przyzwyczajeni do pewnego standardu campingów. Jednak z każdą chwilą coraz bardziej doceniliśmy to miejsce, bliskość  natury daleko od szosy. Nawet następnego dnia, po wyjątkowo dobrze, jak na namiotowe warunki, przespanej nocy przeszło nam przez myśl, żeby zostać choć na jeden dzień, nic nie robić i po prostu być. Jednak naszym głównym celem jest droga, więc niespiesznie złożyliśmy namiot i ruszyliśmy przed siebie. Jeśli marzy Wam się detoks od komputerów, telefonów i otaczającego świata, a tęsknicie za naturą, to właśnie jest miejsce dla Was 🙂 gorąco polecamy.Rowerem przez Pomorze Gdańskie

Z Żelaza udaliśmy się w kierunku południowego brzegu jeziora Łebsko. Ominęliśmy jedną z głównych atrakcji Słowińskiego PN, czyli Kluki. Nie mieliśmy ochoty jechać tam i z powrotem, a R-10 za Klukami to stara kładka przez bagna. Tak przynajmniej wynikało z przedwyjazdowego research’u i postanowiliśmy tego nie sprawdzać.  Na pocieszenie odwiedziliśmy pomost widokowy nad jeziorem Łebsko w okolicy miejscowości Gać. Zdecydowanie jest to miejsce warte odwiedzenia. Najpierw zauważyliśmy dość licznie okupujące pomost małe, białe ptaszki z ciemnymi łebkami. Okazało się, że jest to mewa śmieszka. Zanim Beirut je przegonił udało mi się zrobić kilka zdjęć.  Przez chwilę podziwialiśmy piękne tereny Słowińskiego PN i ruszyliśmy w kierunku Łeby, która niestety niczym nas nie zachwyciła i nie tracąc czasu udaliśmy się w dalszą drogę.

Kilka kilometrów za Sarbskiem, po dość uciążliwym podjeździe zostaliśmy „nagrodzeni” widokiem na latarnię morską Stilo. Spotkaliśmy tam grupę czterech sakwiarzy z Kielc, z którymi wymieniliśmy doświadczenia dotyczące trasy (jechali od strony Trójmiasta). Niestety zachwalany przez nich Żarnowiec w żaden sposób nas nie zainteresował, ale reszta wskazówek okazała się przydatna 🙂

Nocleg zaplanowaliśmy w Karwieńskich Błotach, gdzie na mapie aż roiło się od campingów. W praktyce okazało się, że prawie wszystkie były jeszcze zamknięte (druga połowa czerwca, wakacje zaczynały się za kilka dni) z czym spotkaliśmy się pierwszy raz na trasie. Rozbiliśmy się na pierwszym czynnym campingu nie zważając na opinie w internecie i standard. Mimo wszystko nie trafiliśmy źle, mogliśmy się bez problemu umyć i wypocząć. Jak widać Beirut już był tak zmęczony, że nawet nie chciało mu się schylać do miski, a pilnowanie namiotu odbywało się na zasadzie „jak będą kraść to na pewno mnie przesuną, więc się wtedy obudzę” 🙂dogcampingdogcamping

Następnego dnia postanowiliśmy rzucić okiem na plaże w pobliżu Karwi. Był to ostatni raz kiedy mieliśmy okazję wykapać się w morzu, bo wiadomo, zatoka to nie to samo. Ja na pewno nie mogłam odpuścić takiej okazji. Kacper po zbadaniu temperatury wody stopą postanowił odpuścić sobie tą przyjemność. Ja natomiast jak już się przebrałam w strój kąpielowy to uznałam, że muszę się chociaż zanurzyć. Skończyło się na tym, że szybciej uciekłam, niż weszłam 🙂 tyle w temacie morskich kąpieli w ciągu całej wyprawy 🙂

Po „kąpieli” mogliśmy ruszyć w kierunku Władysławowa. Droga niestety nas nie rozpieszczała. Ruch był spory, a nawierzchnia między Jastrzębią Górą a Chłapowem to międzywojenny bruk. A na bruku cierpi i rower i rowerzysta. A u nas jeszcze dodatkowo cierpiał pies i przyczepka. We Władysławowie postanowiliśmy tylko rzucić okiem na port, ponieważ mieliśmy zaplanowany nocleg w Gdańsku, a czas gonił. Zaraz po opuszczeniu portu mieliśmy mały wypadek (w zasadzie Kacper z Beirutem). Na szczęście wymuszenie pierwszeństwa przez nieuważną panią skończyło się tylko połamaną ramką na tablicę rejestracyjną.

Z Władysławowa do Pucka przejechaliśmy całkiem fajnym odcinkiem „Szlaku Pierścienia Zatoki Puckiej” (R-10 w międzyczasie zdążył się zgubić i znaleźć). Niespodzianka czekała za Puckiem. Wyjeżdżaliśmy sobie tym szlakiem z Pucka (pokrywa się z R-10), wszystko szło całkiem nieźle do momentu aż szlak się skończył, a w zasadzie to chyba odbił w głąb lądu. W sumie to ciężko powiedzieć co się z nim stało, bo oznakowania nie odnaleźliśmy. Wylądowaliśmy na wąskiej ścieżce wzdłuż klifu na której ruch był nawet spory, ale korzystali z niej posiadacze rowerów górskich. Dwa razy był taki zjazd i taki podjazd, że rowery musieliśmy sprowadzać i wprowadzać w dwie osoby z asekuracją. Zdecydowanie nie polecamy tego odcinka osobom z sakwami, przyczepkami i dziećmi (psami lub innymi zwierzętami). Niestety, albo stety był niezwykle malowniczy 🙂

Po drodze do Trójmiasta chcieliśmy jeszcze zobaczyć cypel w Rewie. Ale na cypel nie wolno wchodzić z psem (jeszcze by zjadł cypel albo wypił morze) więc z oglądania nic nie wyszło. Nieco zdenerwowani ruszyliśmy w stronę Gdyni.

Niestety przejazdu przez Gdynię nie wspominamy najlepiej. Ruchliwe ulice, drogi rowerowe przeskakujące z jednej strony na drugą. Poleżeliśmy chwilę na Molo Południowym, pooglądaliśmy statki przy nabrzeżu i ruszyliśmy w stronę Sopotu. Przejechaliśmy się promenadą (niestety biegnąca bulwarem ddr skończyła się pośrodku niczego zmuszając nas do zawrócenia), zaliczyliśmy kilka gdyńskich podjazdów i dotarliśmy do Sopotu.promenada w Gdyni

Jak już dojechaliśmy do Sopotu, odnaleźliśmy drogę rowerową wzdłuż morza i zatrzymani jedynie na chwilę przy Molo zaskakująco szybko dotarliśmy do gdańskiego Brzeźna, gdzie czekał na nas nasz gospodarz.

Postanowiliśmy w czasie tej wyprawy skorzystać z gościny osób, korzystających z serwisu warmshowers.org. Jest to portal działający na podobnej zasadzie jak couchsurfing, tylko dla podróżujących na rowerach. Zrzesza w związku z tym mniejszą ilość osób i trudniej o nocleg. Nam na trasie pasował Gdańsk, więc na stronie odnalazłam Jurka, który zgodził się nas przyjąć pod swój dach 🙂Gospodarz z warmshowers

To z jaką serdecznością przejęła nas rodzina Jurka przerosła nasze oczekiwania 🙂 spędziliśmy niezwykle miły wieczór i poranek, który przeciągnął nam się aż do południa. Czuliśmy się jak u dawno niewidzianej rodziny, a nie u obcych ludzi. Pozdrawiamy Jurka i resztę rodziny, a szczególnie przecudowną Mamę 🙂 Mam nadzieję, że jeśli kiedykolwiek jeszcze skorzystamy z warmshowers przy szukaniu noclegu to trafimy choć w połowie na tak miłych ludzi.

W końcu jednak trzeba było ruszyć w dalszą drogę. Gorąco tego dnia było niesamowicie. Zrobiliśmy sobie przystanek na gdańskiej starówce na schłodzenie się lodami, ale to tylko przyniosło chwilową ulgę. Nie zważając na upał podążyliśmy w kierunku Wyspy Sobieszewskiej. Wjechaliśmy na nią korzystając z mostu pontonowego, który niedługo zostanie zastąpiony nowym mostem zwodzonym.  Po chwili płynęliśmy promem ze Świbna do Mikoszewa. Tak dotarliśmy na płaskie jak stół Żuławy i udaliśmy się dalej na wschód w kierunku Fromborka, ale to już inne województwo i inna historia 🙂Prom na wyspę sobieszewską

To tyle, pjona 🙂

24 Komentarzy

  1. wow, te klimaty też są na naszej liście 🙂 dzięki za inspiracje

  2. Fajny wpis, aż szkoda, że pogoda coraz gorsza na rower – przynajmniej dla mnie 🙂

    • Gosia

      Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani ludzie 😉 a serio to fakt, pogoda już teraz nie zacheca. My jeździmy do pracy rowerami cały czas, ale u nas, w Szkocji, jest trochę cieplej niż w Polsce. Pozdrawiamy serdecznie 😊

  3. Wow, gratuluję odwagi, samodyscypliny, wytrwałości w dążeniu do celu. Widoki na zdjęciach piękne 😉

    • Gosia

      Hahaha 😊 wiesz jak już się ruszysz z domu to idzie z górki 😉 a widoki wynagradzają niedogodności 😊 pozdrawiamy serdecznie 😊

  4. To wszystko w trzy dni, wow, niezły wyczyn! Przynajmniej z mojej perspektywy – ja sie zawszę wlokę i gramolę, zamiast ładnie jechać 😛 W każdym razie, podziwiam i gratuluję 🙂
    Mnie też denerwują drogi rowerowe w Gdyni, zawsze jak tam jadę to się wkurzam, bo ścieżka skacze i na sporych odcinkach w ogóle jej nie ma, mam nadzieję, że niebawem to naprawią. Bulwar jest spoko, ale ścieżka rowerowa szybciej sie kończy niż zaczyna. Potem jak sie na końcu wejdzie na klif to tam gdzieś zaczyna się na nowo i przynajmniej od Orłowa można pięknie przejechać wzdłuż morza do Sopotu, z fenomenalnymi widokami, ale nawet nie wiem gdzie jest wjazd na tą ścieżkę, straszny burdel mają. Całe szczęście w Gdańsku, gdzie mieszkam, drogi rowerowe są bardzo fajne i jest ich na tyle dużo, że mogę się sprawnie poruszać po całym mieście dzięki czemu w sezonie wszędzie jeżdzę tylko rowerem 🙂

    • Gosia

      U nas na mapie jest ta ścieżka, ale jak to w Polsce często bywa, w realu jest, ale tylko w domyśle 😉 coraz lepiej w Polsce ze ścieżkami rowerowymi, ale do zachodu nam jeszcze daleko. A do kultury jazdy takiej jaką oglądamy na codzień w Edynburgu, to nam trzeba miliarda lat 🙁 tym optymistycznym akcentem kończę i pozdrawiam serdecznie 😊

  5. A mnie rozczuliło zdjęcie pieska pod namiotem 😉 Uwielbiam polskie krajobrazy, sto lat nie byłam nad polskim morzem, przydałoby się nadrobić zaległości!

    • Gosia

      Wiem, że polskie morze nie koniecznie zachęca do odwiedzenia, my też nie byliśmy tam od dłużeszgo czasu i postanowiliśmy sprawdzić, czy w ogóle jest po co jechać 🙂 Da się znaleźć ciekawe miejsca z dala od tłumów, Januszy, Grażyn, parawanów i całego chińskiego badziewia. I wtedy jest fajnie niezależnie od pogody 😉 pozdrawiamy serdecznie 🙂

  6. Przepiękne widoki jak i samę zdjęcia! 🙂 Gratuluję wytrwałości i podziwiam zarazem. Pozdrawiam.

  7. super pomysl – wycieczki rowerowe po roznych miejscach Polski! ja pewnie z wlasnej wygody i lenistwa wybralabym po prostu samochod dlatego tym bardziej jestem plena podziwu 🙂 z tych miejsc odwiedzilam m.in. ustke i uwazam, ze to jedno z fajniejszych nadmorskich miast nie ma az tylu ludzi, jak w niektorych bardziej znanych i okupowanych miejscach 🙂

    • Gosia

      Samochodem oczywiście wygodniej, ale powiem szczerze, z okien samochodu nie zobaczy się tyle co z siodełka rowerowego 🙂 hmm… może napisze wpis o plusach rowerowego podróżowania! dzięki za inspirację! Pozdrawiam serdecznie 🙂

  8. Aleksandra Marynowska

    Przepiękne widoki! Ile bym dała za odrobinę słonca w te szare, jesienne dni.. ach rozmarzyłam się: )

  9. Fru

    Pomorze jest takie cudne! Nieustannie żałuję, że z mojej wyżyny tak daleko 🙁

  10. Super wyprawa, w Ustce jeszcze nie byłam. Muszę nadrobić.

  11. Super klimaty, zawsze chciałam coś takiego zrobić! Przygotowywaliście się jakoś przed wyprawą pod zwględem fizycznym?

    • Gosia

      Zawsze jesteśmy aktywni w jakimś stopniu. Pies zapewnia nam codzienna minimalna dawkę ruchu w postaci spacerów. A tak to biegamy, chodzimy na siłownię etc. Do tej wyprawy mieliśmy przygotowanie w postaci poprzedniej, kwietniowej, opisanej w poprzednich postach na blogu. Oprócz tego do takiego wysiłku intensywnego ciężko się przygotować, więc przez 2-3 dni mamy zakwasy i ból tyłka, a potem jest już z górki. Po powrocie natomiast ciężko nam się przestawić na tryb bez roweru i wysiłku 😊

  12. Świetna przygoda. Przejechałam te trasę w odwrotnym kierunku, z Helu do Świnoujścia, bardzo mile wspominam, choć nie zatrzymywałam się we wszystkich opisywanych przez Was miejscach.

  13. Świetny pomysł z tą wyprawą rowerową. Nie wiem czy sama dałabym radę, dlatego jestem pod ogromnym wrażeniem 🙂 Piękne zdjęcia, cudne miejsca, które bardzo miło wspominam. No i super pomysł na przewóz pieseczka hehe jest rozbrajający 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

  14. Super pomysł! Polska z waszych zdjęć jest piękna. 🙂

  15. Moja pierwsza dłuższa wyprawa prowadziła z Gdyni do Świnoujścia. Ale ja się wlokłam strasznie w porównaniu do Was a trójmiasto właściwie pominęłam. 😉 Mam nadzieję, że się kiedyś spotkamy na szlaku, bo koniecznie muszę poznać Beiruta! :p Jak on wytrzymał te wszystkie wstrząsające trasy?! ;-p
    Ten „wszechobecny kicz i chiński szajs, faktycznie jest obecny na całym wybrzeżu i miałam wrażenie, że czasem trudno odróżnić jedną miejscowość od drugiej. 😉 Ale na szczęście te „kolorowe festyny” są tylko w określonych miejscach a poza nimi jest mnóstwo pięknych, dzikich zakątków nad polskim morzem. W ogóle uważam, że piękna ta nasza Polska co widać doskonale na waszych zdjęciach. Pozdrawiam gorąco! 🙂

    • Gosia

      Haha! My nie umiemy wolno jeździć, a szczególnie po 2-3 dniach, kiedy nogi i tyłek przestaje boleć 🙂 100 km robimy bez mrugnięcia okiem 🙂 Bardzo chętnie Ciebie również spotkamy na szlaku! Choć z tego względu, że mieszkamy teraz w Szkocji nie wiem jak będą wyglądały nasze rowerowe wyprawy 🙂
      A co do wszechobecnego chińskiego badziewia, to podobno jest szok, jak się przekracza niemiecką granicę i w pierwszej nadmorskiej miejscowości zamiast kramów, budek z kebabem i goframi jest kawiarnia, czy restauracja, stoliki i „wyższa kultura” 🙂 mam nadzieję, że kiedyś w którejś miejscowości będzie taki prezydent, czy jakaś inicjatywa obywatelska, czy siła wyższa, która wprowadzi jakieś estetyczne zasady wyglądu miejscowości na wysokim poziomie 🙂 to byłby ciekawy eksperyment 🙂
      A Polska jest piękna! W sumie świat jest piękny! I życie jest piękne! I z tą myślą zakończę (trzeba sobie powtarzać takie rzeczy w ciemne, jesienne wieczory, żeby nie zwariować ;)) Pozdrawiamy serdecznie 🙂

  16. Piękne zdjęcia i bardzo ładny blog 🙂

Zostaw komentarz