Europa

Wiedeń pozostanie Wiedniem

Schonbrunn

Wien bleibt Wien…

Wiedeń, można o nim pisać godzinami, tworzyć miliony linijek tekstu, tysiące akapitów. Można opisać każdy budynek, każdą kostkę ulicznego bruku wytartą przez habsburskie konie. Można, ale napisać wszystko to jak nie napisać nic. Bo Wiednia nie kocha się za wszystko. Wiedeń kocha się za jakieś wrażenie, uczucie, miejsce.

Wiedeń pełen kwiatów
Nie będę więc pisał o turystycznych atrakcjach. Dość jest o tym w przewodnikach. Napiszę o tym co nas urzekło, co sprawiło, że pokochaliśmy to miasto od pierwszego wejrzenia.

Pierwsze wejrzenie to jesień 2014 roku. W słoneczne, niedzielne popołudnie dojechaliśmy do wiedeńskich przedmieść. Przed nami 2 milionowe miasto w zupełnie obcym kraju. Z planem w mapniku, jedziemy do centrum. I czujemy się jak u siebie, jakbyśmy jechali tą drogą po raz setny. Bez stresu, bez strachu, bez kluczenia i gubienia się dojeżdżamy do samego centrum. Plan był w zasadzie niepotrzebny. I już wtedy wiemy, że pokochamy to miasto.

Bo Wiedeń to miasto w którym wystarczy być. Nie trzeba robić nic specjalnego. Nie trzeba iść do muzeum. Wystarczy znaleźć sobie kawiarnię, taką własną, ulubioną. Usiąść w niej z kawą i być. Czuć atmosferę tego miasta, które nigdzie się nie spieszy, nie goni, ma czas na poranną leniwą kawę.

relaks w Wiedniu

Nigdzie się nie spieszyć, nie gonić od muzeum do muzeum. Bo Wiedeń się nie spieszy. Wiedeń każe spokojnie spacerować. Odkrywać go ulica za ulicą, plac za placem, budynek za budynkiem. Poleżeć chwilę na trawniku, pod pomnikiem jakiegoś kompozytora albo cesarza. Zjeść Käsekrainer w Bitzingerze, albo Tafelspitz  w jakiejś małej restauracji poza centrum.

A w międzyczasie wejść do Albertiny albo Kunsthistorisches Museum i zachwycić się Dürerem lub Picassem.

Kunsthistorisches Museum Wien

W czasie ostatniej wizyty pokochaliśmy Wiedeń jeszcze bardziej. Za to, że Wiedeń kocha psy, a jeśli nie kocha to przynajmniej o nie dba. Zapewniając im trochę przestrzeni do szaleństw w „psich strefach” (hundezone).

I pewnie pokochamy go za wiele innych rzeczy. Bo pewnie jeszcze nie raz tam wrócimy. Bo za Wiedniem się tęskni, do Wiednia chce się wracać. I usiądziemy w kawiarni albo na trawniku i znów poczujemy się jak u siebie. Bo Wiedeń pozostanie Wiedniem.

wolny czas w Wiedniu

2 Komentarzy

  1. Doslownie miesiac temu zastanawialam sie ze swoim lubym czy nie zajechac do Wiednia na jeden dzien (jadac do Polski przez Szwajcarie). Jednak popytalam to tu, to tam i opinie o nim byly mieszane. Jedni kochaja, drudzy nie przepadaja. Dlatego postanowilismy, ze na Wieden trzeba poswiecic wiecej niz jeden dzien i na ktoryms weekendzie przylecimy. Byliscie tam zima?

    • Gosia

      Zimą niestety nie, ale to jedno z naszych marzeń – odwiedzić wiedeński jarmark bożonarodzeniowy (zaraz przed tym marzeniem, żeby tam zamieszkać. Nawet niemiecki nam nie straszny :)). Dla mnie Wiedeń na pewno byłby cudowny nawet jakby rzucało żabami 😉 Zdecydowanie jednak jeden dzień to za mało, bo to nie wiadomo czy próbować zobaczyć pobieżnie miasto, czy skupić się na jednej czy dwóch atrakcjach. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Myślę, że niezależnie od tego, czy się spodoba czy nie, warto wyrobić sobie swoją opinię o tym mieście 🙂 Jeśli napiszesz jakąś relację to podrzuć linka, chętnie przeczytamy! Pozdrawiamy 🙂

Zostaw komentarz do Anuluj pisanie odpowiedzi