Polska, Rowerem

Wyprawa przez pół Polski – Suwalszczyzna

Puszcza Augustowska

Suwałki i Suwalszczyzna? Przecież to polski biegun zimna! Przynajmniej w prognozie pogody zawsze tak mówili 🙂 O innej, ciekawszej stronie Suwalszczyzny w kolejnym wpisie z cyklu „Wyprawa przez pół Polski”! (Chociaż w sumie to się trochę zachmurzyło i nie było upału, może coś jest na rzeczy z tym biegunem)

Suwalszczyzna formalnie jest częścią województwa podlaskiego. I dla tegoż województwa to super, bo historyczne Podlasie jest piękne, o czym będzie w następnym wpisie. A w duecie z Suwalszczyzną czynią to województwo jednym z najpiękniejszych i najciekawszych kulturowo miejsc w Polsce. Chcąc wyróżnić Suwalszczyznę od Podlasia, składając tym samym ukłon w stronę jednego i drugiego, powstał ten oto wpis, więc… w drogę!Wiżajny

W granice województwa podlaskiego wjechaliśmy zaraz za Stańczykami (skąd się tam wzięliśmy? klik) i skierowaliśmy się w kierunku Wiżajn.  Wiedzieliśmy, że w tej okolicy najłatwiej znajdziemy sobie jakiś nocleg. Wjechaliśmy do wioski, przejechaliśmy jedną z głównych ulic i zobaczyliśmy baner na płocie z numerem telefonu do jednej z okolicznych agroturystyk. Po krótkiej rozmowie z właścicielką, która wyraziła zgodę na rozbicie się na kawałku ogródka, wyruszyliśmy za Wiżajny do gospodarstwa Państwa Łanczykowskich. Podrzuciłabym link do strony, gdyby tylko to miejsce takową posiadało, ale niestety nie posiada. Natomiast na brak gości właściciele wcale nie narzekają. Co prawda Pani Maria oferowała nam pokój za cenę, bagatela 40 zł (za 2 osoby), ale odmówiliśmy przyzwyczajeni do namiotowych warunków. Nie żebyśmy gardzili łóżkiem i pościelą, ale logistycznie mamy wszystko dopasowane do campingowania i nie chcieliśmy naszej rutyny porzucać. Niemniej jednak polecamy to miejsce dla poszukujących spokojnego miejsca na wypoczynek z psami i dziećmi – nie ma żadnego problemu, jest dosyć tanio, a atrakcji co nie miara.Wiżajny

No własnie atrakcje. To nie tylko przepiękne pagórkowate tereny, idealne na spacery i rowerowe wycieczki. W gospodarstwie Państwa Łanczykowskich mieszkają też: drób wszelkiej maści, źrebak (teraz to pewnie już ogierek), niemałe stadko krów, psy i koty. Dla Beiruta to było aż nadto atrakcji i mieliśmy spory problem ze znalezieniem miejsca na namiot, żeby nam pies zwyczajnie nie oszalał z nadmiaru bodźców. Z tego wszystkiego wybraliśmy sąsiedztwo krów na pastwisku, co niestety okazało się kiepskim pomysłem, ponieważ następnego ranka skoro świt zaczęły ryczeć, nie dając spać szczególnie Beirutowi. A jak Beirut nie śpi, to wszyscy mają nie spać. Przynajmniej według zasad Beiruta. Chcąc niechcąc, zebraliśmy się w dalszą drogę.

Nie ujechaliśmy zbyt daleko, za wioską zobaczyliśmy taras widokowy na który postanowiliśmy się wdrapać i zobaczyć jak przedstawia się dalsza część dzisiejszej trasy.

Drogą prostą, od wioski do wioski, niespiesznie, bo przecież Beirut zrobił nam wcześniejszą pobudkę, dotarliśmy do Puńska. Gmina Puńsk to jest takie fajne miejsce w Polsce, gdzie mieszkają prawie sami Litwini (ok. 75 % mieszkańców), nawet urzędowe sprawy można tam załatwiać po litewsku. Będąc w Polsce, ale czując się jak na Litwie, postanowiliśmy odwiedzić miejscową restaurację Rūta, serwującą litewskie potrawy. Dotarliśmy tam chwilę przed otwarciem, więc mieliśmy przywilej bycia pierwszymi gośćmi tego dnia. Obsługująca nas pani była niezwykle miła i odpowiadała na wszystkie nasze pytania dotyczące litewskiej kuchni. W końcu jak nie mogliśmy się zdecydować na konkretne danie, to zaproponowała, że zaserwują nam mniejsze porcje trzech wybranych dań, żebyśmy mogli pełniej zasmakować litewskich smaków. Takim oto sposobem przed nami na jednym talerzu wylądowała kiszka ziemniaczana, bliny i kartacze. W telegraficznym skrócie mięso lub boczek z ziemniakami w trzech różnych postaciach. Najmniej posmakowała nam kiszka ziemniaczana, bo to wiecie, kiełbasa z ziemniaków, która tylko udaje kiełbasę. Kacper zasmakował w blinie, ja natomiast w kartaczu. Kto co lubi 🙂

Trochę obciążeni, z pełnymi brzuchami dojechaliśmy do Sejn. Jest to także miejscowość, gdzie mniejszość litewska jest obecna. Jednak nie tak liczna jak w Puńsku. Sejny wspominamy głównie z tego, że nigdzie nie mogliśmy kupić porządnej mapy Puszczy Augustowskiej, którą mieliśmy zamiar zaraz przecinać. Bazując głównie na Google Maps zależnych od pojawiającego się i znikającego zasięgu oraz byle jakiej mapie, którą udało się nam kupić, ruszyliśmy w las 🙂

Im dalej w las, tym więcej drzew, a u nas najpierw była rzeka. Czarna Hańcza. Leniwie płynąca, świetna na spływy kajakowe dla takich amatorów jak my. Na wodne przygody nie było jednak czasu. Jeśli byście kiedyś tamtędy przejeżdżali to nie opierajcie się o poręcz na moście tak jak Kacper na zdjęciu. Poręcz się ledwo trzyma i o mało co nie wpadli z Beirutem do rzeki 🙂

Puszcza Augustowska pozytywnie nas zaskoczyła. Nie był to ciemny las, gdzie cicho wszędzie, głucho wszędzie. Przez Puszczę prowadzą szerokie gruntowe drogi, odcinkami nawet asfaltowe. Pośród drzew ukryte są małe wioski, które nie są zapomnianymi, wymierającymi miejscowościami. Przeważnie sporo tam domków letniskowych i agroturystyk, więc na pewno w sezonie tętnią one życiem. Po drodze złapaliśmy także kawałek GreenVelo, nawet korzystaliśmy w jednego z MORów. To jeden z ciekawszych greenvelowych miejsc jakie widzieliśmy, wszędzie wisiały tabliczki „zakaz wysypywania śmieci” i „obiekt monitorowany”, a kosza na odpady nie uświadczy. Cóż, bez komentarza.

Puszcza nie taka straszna jak ją malują, jechaliśmy bez problemów. Czasem wolniej przez kiepskie gruntowe drogi, czasem zatrzymywaliśmy się na jagody, czy dzikie poziomki. Nocleg mieliśmy zaplanowany w Lipsku na polu namiotowym Miejsko- Gminnego Ośrodka Kultury. Na miejscu okazało się, że owszem nawet przyzwoicie się ośrodek przedstawia, miejsca jest na ponad 50 osób, toalety, prysznice, zadaszone ławeczki, ale ogrodzenia brak. Pani z obsługi tylko wzięła od nas pieniądze, przekazała klucze do toalet i pojechała do domu. Zgodnie z naszymi przewidywaniami wieczorem było to miejsce spotkań okolicznej młodzieży, co nie wpłynęło pozytywnie na nasze poczucie bezpieczeństwa. Całe szczęście obyło się bez hucznych imprez, a towarzystwo w miarę wcześnie zmieniło lokalizację. Nie polecamy, ale także całkiem nie odradzamy tego miejsca.

Następnego dnia w Lipsku zaczęliśmy kolejny etap naszej podróży, ten dla nas najfajniejszy, na Podlasiu, co do którego mamy ogromny sentyment. Ale to już historia na kolejny wpis.

Jeśli chcecie zobaczyć jak się zaczęła nasza wyprawa przez pół Polski zapraszam do wpisu o zachodniopomorskim i kolejnych etapów przez Pomorze Gdańskie, Warmię i Mazury.

I do zobaczenia na Podlasiu!

5 Comments

  1. Ja nawet nie wiedziałam, że takie piękne widoki można spotkać w tamtym regionie 🙂

  2. Suwalszczyznę zaplanowałem wstępnie na przyszły czerwiec. Oby wypaliło. 😉

    Pozdrawiam i powodzenia w dalszych podróżach!

  3. Piękne widoki 🙂

  4. Uwielbiam podróżować po Polsce i odkrywać dotąd nieznane mi miejsca. Polska jest naprawdę piękna. 🙂

  5. Jak świetnie opisaliście te strony! Moje okolice, a jednak czytało się jak o drugim końcu Polski, a nawet świata 😉 I bardzo przyjemnie ogląda się Wasze fotografie. Pozdrawiam, Dorota

Zostaw komentarz